Z wizytą u Telesfora. Trzy Kopce Wiślańskie-Równica-Stary Groń

Mając w pamięci wszystkie wypychy poprzedniego weekendu postanowiłem pokręcić się po nieco bardziej przyjaznych szlakach. Wybór padł na okolice Brennej.

Jako punkt startu wybieram okolice leśniczówki i kieruję się w stronę Trzech Kopców Wiślańskich. Zaczyna się dość stromo, ale po chwili robi się znacznie przyjaźniej. Zielony szlak jest w całości przejezdny i krótki. Dotarcie na górę leniwym tempem zajmuje mi jakieś pół godziny plus kilka przerw na zdjęcia.

Swoją nazwę Trzy Kopce Wiślańskie zawdzięczają położeniu na styku granic Ustronia, Wisły i Brennej, o czym przypominać mają kamienie z nazwami wspomnianych miejscowości. Znajdujące się tu przytulisko Telesforówka to miejsce, którego nie można ominąć. Właściciele należą do czołówki najmilszych ludzi świata. Do tego karmią nieźle i w przystępnych cenach. Dlatego, mimo, iż za mną niecałe 4 kilometry jazdy, zabawiam w Telesforówce dłuższą chwilę.

Z Trzech Kopców ruszam w kierunku Równicy. Łączący te dwa punkty niebieski szlak jest raczej nudny. W większości szeroki, czasem płaski, innym razem prowadzący w dół. Nie brakuje też kilku wymagających podjazdów, czasem trzeba powalczyć, ale nie ma tu nic przerażającego. W zasadzie jedyny godny uwagi moment to krótki zjazd w miejscu, gdzie szlak łączy się na chwilę z zielonym prowadzącym do Ustronia. Wąski, wypłukany przez wodę, trochę stromy i techniczny.

Na Równicy rządzi komercja. Nieśmiertelny dziadek z kucykiem (w sensie małym koniem) kiedyś był główną atrakcją tego miejsca, a teraz jest tylko jednym z wielu niepasujących do siebie elementów. Prawdziwych turystów tu jak na lekarstwo, dominują spacerowicze wystrojeni jak do galerii handlowej albo na dyskotekę w lokalnej remizie. Problem Równicy polega na tym, że można tu dojechać samochodem. Wysiadasz z auta, pokręcisz się pięć minut, strzelisz selfika, wydasz trochę pieniędzy i możesz wszystkim opowiadać o dniu spędzonym w górach. Od razu budzą się skojarzenia z Zakopanem – dopijam szybko piwo i uciekam z tego chaosu.

Wracam kawałek niebieskim a potem odbijam w lewo, w zielony prowadzący z powrotem do Brennej i docelowo na Błatnią. Zjazd to w większości typowa beskidzka rąbanka, w dodatku zniszczona przez spływającą wodę. Trzeba się trochę nakombinować, żeby utrzymać jako taką płynność przejazdu.

Ktoś ma poczucie humoru. Oczywiście, że pojechałem w lewo…

Wyjeżdżam w Brennej na ulicy Leśnica, tej samej, na której zaczynałem wycieczkę. Postanawiam jednak pokręcić się jeszcze trochę po okolicy. Trzymam się zielonego i zaczynam podjazd w kierunku Błatniej. Asfaltowy początek jest stromy, a potem robi się jeszcze ciekawiej. Tak naprawdę ten punkt wycieczki mogłem spokojnie pominąć, bo po chwili odbijam w krótki, słabo oznakowany, czarny szlak, który wyprowadza mnie z powrotem do centrum Brennej. Bez sensu, ale prawda jest taka, że nigdzie mi się nie spieszy i mogę spokojnie sprawdzać wszelkie możliwe zakamarki.

Przebijam się przez zatłoczone centrum Brennej i zaczynam ostatni tego dnia podjazd – zielonym szlakiem w kierunku Starego Gronia. Ostatni okazuje się jednocześnie najbardziej wymagającym. Już na dzień dobry funduje mi wypych, najpierw stromą drogą a później po stoku narciarskim. Później jest różnie, ale w większości da się jechać. Na pewno warto czasem przystanąć i spojrzeć za siebie, bo widoki są naprawdę fajne.

Mijam Horzelicę i docieram do charakterystycznej wieży widokowej. Zdecydowanie warto się na nią wdrapać. A potem dostaję najbardziej rozczarowujący tego dnia zjazd. Zaczyna się nawet fajnym kawałkiem przez las, potem jest trochę rąbanki i po jakichś dwóch minutach… wyjeżdżam na asfalt. Do samego dołu jadę po mieszance asfaltu i betonowych płyt. Na dole lekka konsternacja – wcale nie wyjeżdżam tam, gdzie powinienem, tylko jakieś czterysta metrów dalej. Późniejsza analiza na mapie pokazuje, że szlak odbija od asfaltowo-betonowej drogi, ale rozpędzony przeoczyłem to odbicie…

Dzień zamykam z wynikiem 30 kilometrów. To była spokojna wycieczka, w większości po mało wymagających szlakach. Bez masakrycznych wypychów i, niestety, miodnych zjazdów. Idealna, by odpocząć od wyrypy jaką zafundowaliśmy sobie w zeszłym tygodniu czy odwiedzanych regularnie Enduro Trails.

Zapis trasy na Stravie: https://www.strava.com/activities/2627218682

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *