Rower i Bieszczady. Dzień ekstremalny.

W informacji turystycznej w Ustrzykach Dolnych powiedziano mi, że najlepsza trasa rowerowa w Bieszczadach jest koło Cisnej. Nie było innej opcji, niż sprawdzenie tego w praktyce.

Zmiana decyzji

Samochód zostawiamy na parkingu w miejscowości Majdan. Przesiadamy się na rowery i ruszamy asfaltem w stronę Roztok Górnych. Tutaj polecony mi szlak skręca w prawo, w las. Jednak po kilkuset metrach dochodzę do wniosku, że nie znajdziemy tu wiele przyjemności – nawierzchnia jest ubita, w dodatku teren jest mocno odsłonięty, co przy wysokich temperaturach jest słabym rozwiązaniem. Szybka narada, rzut oka na mapę i postanawiamy zmienić plan – wracamy do asfaltowej drogi i wspinamy się do granicy, na Przełęcz nad Roztokami, a stamtąd ruszamy szlakiem przygranicznym w kierunku Balnicy.

IMG_0162
Trochę wąsko 😉

Szlak biegnie wąską, odsłoniętą ścieżką, zarośniętą z obu stron trawą, pokrzywami i wszelkim innym zielskiem. W większości da się jechać, ale trzeba pilnować linii. Mijanki z turystami wymagają niestety zejścia z roweru. Częściowo jadąc, częściowo prowadząc rowery docieramy w końcu do pierwszego szczytu – Rypi Wierch (1003 m n.p.m.). Tutaj otoczenie – a także ścieżka – diametralnie się zmieniają. Zaczyna się las, chaszcze znikają a droga staje się szersza. No i w końcu jest w dół. Droga jest w miarę gładka, nieliczne kamieniste sekcje tylko dodają jej atrakcyjności. łapiemy dużo lepszy niż dotąd rytm i wreszcie możemy czerpać czystą przyjemność z jazdy.

IMG_0165
Od razu lepiej 🙂

Mijamy szczyt Sinkowa (995 m n.p.m.), jeszcze trochę zjazdu i zaczynamy wspinaczkę na najwyższy punkt tego dnia – Stryb (1011 m n.p.m.). Niestety znów zaczynają się zarośnięte polany i ścieżka na szerokość koła. Trzeba uważać na niewidoczne w trawie pułapki – wszelkiego rodzaju doły, dziury i kamienie. Znów powtarza się schemat z pierwszego etapu wycieczki – dotarcie na szczyt to mieszanka jazdy i prowadzenia rowerów, a na szczycie zaczyna się las i fantastyczna ścieżka, którą jedzie się naprawdę przyjemnie. Mijamy ostatni już szczyt – Czerenin (929 m n.p.m.) i kontynuujemy jazdę w kierunku Balnicy.

IMG_0176

Niestety kilka minut po minięciu Czernina dopada nas ulewa. Próbujemy ją przeczekać, jednak w pewnym momencie staje się jasne, że deszcz nie zamierza szybko ustąpić. Kilka kilometrów jedziemy w deszczu, po świeżym błocie, później jednak zaczyna się walka o każdy metr. Błoto robi się coraz gorsze, w dodatku drogę co chwilę zagradzają powalone drzewa i głębokie wąwozy. Śliskie i grząskie błoto, strome zejścia i podejścia – jechać się nie da, a przeprowadzanie przez nie rowerów nie jest łatwe. Na szczęście przestaje padać a Balnica jest – przynajmniej według GPS-u – coraz bliżej. W końcu znajdujemy wyjście z lasu i docieramy do celu, który okazuje się być niewielką stacyjką kolejki wąskotorowej z jednym sklepikiem. Zbliża się wieczór, ale siedzi przed nim kilka osób, możemy więc spytać o drogę powrotną.

IMG_0177
Droga powrotna

Okazuje się, że najszybciej wrócić po torach. Następna kolejka ma nimi jechać dopiero następnego dnia, więc nic nam nie grozi. Pokonujemy torami około dwóch kilometrów, po czym wychodzimy na leśną drogę – początkowo szutrową, a potem asfaltową. Jest to fragment tej samej pętli, z której zrezygnowaliśmy rano. Fajnym zjazdem prowadzi nas ona do miejscowości Żubracze, skąd główną drogą wracamy do Majdanu, na opustoszały już o tej porze parking. Zmęczeni, przemoczeni i szczęśliwi pakujemy rowery do samochodu i wracamy do Ustrzyk.

IMG_0187
Piękny wieczór po ciężkim dniu

Podsumowanie

Jeżeli szukacie ciekawego, wymagającego kondycyjnie, ale niekoniecznie technicznie, szlaku, to zdecydowanie powinniście sprawdzić szlak przygraniczny na terenie Bieszczad. Warto jednak się do tej wyprawy dobrze przygotować – po drodze nie liczcie na schroniska czy sklepy, a i turyści, którzy mogliby ewentualnie wesprzeć w potrzebie, trafiają się rzadko. Koniecznością jest też dobra mapa. Mimo to warto. Pokonana przez nas trasa w wielu miejscach mocno dała się nam w kość, jednak liczne jej fragmenty zgodnie uznaliśmy za jedne z najlepszych, po jakich było dane nam jeździć.

IMG_0180

IMG_0158

IMG_0156

IMG_0150

IMG_0148

1 thought on “Rower i Bieszczady. Dzień ekstremalny.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *