Noworoczne Podhale

Czyli Tatry w kilku słowach, kilkunastu zdjęciach i jednym filmie.

widok na giewont i tatry zimą

W zasadzie podczas pobytu na Podhalu wszystko zrobiliśmy na opak. Nie widzieliśmy Sławomira na żywo (choć z playbacku). Ba! Nie widzieliśmy go nawet w telewizji! Nie kupiliśmy chińskiej ciupagi na najbardziej przereklamowanej ulicy w Polsce i nie staliśmy w kolejce do fasiągu z Morskiego Oka. A w drodze powrotnej nie staliśmy w korku. Za to kilka minut spędziliśmy w przydrożnym rowie…

czarny szlak na Gubałówkę

Dużo też chodziliśmy. W Sylwestra postanowiliśmy wybrać się busem do Zakopanego i stamtąd – przez Gubałówkę – wrócić do Dzianisza, miejscowości będącej naszą bazą. Czarny szlak na Gubałówkę mocno nas zaskoczył. Po początkowym asfalcie okazał się bardzo klimatyczną, wąską i stromą ścieżką przez las. W zimowych warunkach dosyć wymagającą.

Końcówka wzdłuż torów kolejki to już autostrada. Wciąż jednak stroma i śliska, czego wielu spacerowiczów chyba się nie spodziewało. Za to na górze powtórka z Krupówek – ta sama tandeta i tłumy turystów… Z Gubałówki do Dzianisza idziemy szlakiem czerwonym. Najpierw drogą, a następnie przez pola. Szlak prowadzi grzbietami i jest stosunkowo płaski. Za to mało uczęszczany, w związku z czym brodzimy w głębokim śniegu. Na szczęście chwilę wcześniej tę samą drogę pokonali znajomi na biegówkach i trochę przetarli dla nas trasę. Do domu wracamy po zmroku, mokrzy i zmęczeni, ale zadowoleni.

Plan na Nowy Rok zakłada wycieczkę Doliną Strążyską i Doliną Białego, z zahaczeniem o Sarnią Skałę.

Początek do Polany Strążyskiej to niedzielny spacerek. Na miejscu krótki postój w szałasie mocno na wyrost nazwanym „herbaciarnią” i ruszamy dalej. Część grupy wskakuje od razu na czarny szlak, ja z kuzynką postanawiamy jeszcze odwiedzić wodospad Siklawica. Nie robi on zbytniego wrażenia – przynajmniej zimą. Szybko ruszamy za resztą ekipy.

Wspinaczka czarnym szlakiem z Polany Strążyskiej do Czerwonej Przełęczy daje w kość. Jest bardzo stromo, a miejscami ślisko. Do tego wieje. Na Czerwonej Przełęczy czeka na nas Basia. Okazuje się, że reszta ekipy odpuściła sobie Sarnią Skałę i zaczęła od razu schodzić. My nie odpuszczamy i zaczynamy wspinaczkę na szczyt. Końcówkę pokonujemy niemalże na czworakach, przytrzymując się kurczowo wystających gałęzi i korzeni. W drodze powrotnej znaczną część pokonujemy zjeżdżając na tyłkach. Ale ani przez chwilę nie zastanawiamy się, czy było warto. Zresztą, zobaczcie sami.

A po zachwytach już tylko szybkie, choć wymagające zejście do Doliny Białego i powrót na parking Drogą pod Reglami.

Być może okres Nowego Roku nie jest najlepszy, by odwiedzać Podhale. Jednak nie wszyscy, którzy utknęli 2 stycznia w korkach w Zakopanem i na Zakopiance przyjechali tam na koncert disco polo. Przykład naszego wyjazdu pokazuje, że można w tym okresie być na Podhalu i fantastycznie wykorzystać ten czas. Trzeba tylko unikać samego Zakopanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *