Tak wyobrażamy sobie rok 2019

Nie będzie tradycyjnych noworocznych postanowień. Będzie za to kilka rzeczy, które chcielibyśmy zrealizować.

Piotrek

Czas na Alpy

Rowerowe wakacje z prawdziwego zdarzenia odkładamy już od kilku lat. Najwyższa pora zrealizować ten plan i spędzić kilka – albo kilkanaście – dni gdzieś na południu Europy, wałęsając się po miejscowych singlach i szlakach. Na liście miejscówek marzeń w zeszłym roku pojawiły się Włochy, ze szczególnym uwzględnieniem Livigno. Pora odhaczyć tę pozycję na liście rzeczy do zrobienia!

Plecak, sakwy, bikepacking

Krótko mówiąc pora najwyższa na wycieczkę, która potrwa trochę dłużej, niż kilka godzin. Najlepiej górskimi szlakami, z nocowaniem pod chmurką, względnie w schronisku. Wieczorem ognisko i kiełbaska, rano umycie zębów wodą ze strumyka i w dalszą drogę!

Wincyj kilometrów!

Tak naprawdę aktywność mierzę tylko za pomocą Stravy. Nie jest to najlepszy sposób – nie wszystkie treningi są zapisane, często wyskakują błędy. Mimo to jakieś wnioski można wyciągnąć. I tak na przykład w 2018 roku na wszystkie moje aktywności (rower, górskie wędrówki i pływanie) poświęciłem więcej czasu, niż w 2017. Ilość kilometrów wypada jednak słabo. Miałem ambitny plan, by w 2018 zrobić o 1000 kilometrów więcej. Zrobiłem o jakieś 350 mniej… Nie rozpaczam z tego powodu, ale trzeba nadrobić.

Smak rywalizacji?

Do tej pory nasze doświadczenie z rywalizacją na rowerze sprowadzało się do dwóch maratonów, dwóch rajdów na orientację i kilkudziesięciu alleycatów. I wtedy wjechał Bimber, cały na czarno, ze swoim Pucharem. Puchar Bimbru to pozycja obowiązkowa na 2019, ale może pora najwyższa na start w jakichś zawodach enduro z odcinkami specjalnymi, pomiarem czasu itd.? Najlepiej takich dla leszczy…

I believe i can fly…

Nad skillem też trzeba popracować. Zwłaszcza w kontekście tych zawodów z punktu 4. Jestem nielotem – odrywanie obu kół od ziemi jednocześnie zdarza mi się raczej przypadkowo, a wszelkiego rodzaju dropy omijam. A chciałbym nauczyć się skakać świadomie. I żeby nie skończyło się znowu na SOR-ze (tak, mam za sobą taki epizod, o czym mało kto wie).

Basia: podpisuję się pod tym ostatnim. Moje lekcje skakania na skoczniach skończyły się w krzakach, więc chętnie wrócę do nauki i opanuję tę sztukę. A tak poza tym…

Asfalt pod kołami

Tak, tak. Asfalt. Chętnie zrobiłabym trochę więcej kilometrów po w miarę gładkich nawierzchniach. Nie zamierzam wystartować w żadnym długodystansowym wyścigu, jak Transcontinental Race, czy Race Through Poland, poza tym nie najlepiej wyglądam w lycrze, ale tak, jak Piotrek chciałby się wybrać na kilkudniowego tripa z rowerem po górach, tak ja bardzo chętnie zaliczę jakąś dłuższą wycieczkę z sakwami gdzieś na niziny. Piotrek: od tego są gravele, przynajmniej się nie wynudzisz….

Korona Gór Polskich

Ten pomysł narodził się w tym roku, podczas mojego prawie tradycyjnego i prawie babskiego wypadu w góry. W tym roku, zamiast sierpniowego detoksu w Beskidach, za namową koleżanki, która postanowiła zdobyć Koronę Gór Polski, wylądowaliśmy w Sudetach. Zdobyliśmy Śnieżnik, Rudawiec i Kowadło. Od czegoś trzeba zacząć, więc w przyszłym roku jadę jeszcze raz, ale tym razem z rowerem. Korona Gór Polskich to w sumie 28 szczytów, nie wszystkie do zdobycia na kole – te, na które nie będzie się dało wjechać zrobi się z buta.]

A jakie są Wasze rowerowe cele na 2019 rok?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *