Podwójne doładowanie – Mondraker Crafty R i Moustache Samedi Race 6

Wielokrotnie powtarzałem, że elektryki to nie moja bajka. Czy Mondraker lub Moustache to zmieniły?

Z pozoru wydają się podobne – aluminiowe ramy, skok na poziomie 150/160 mm, silniki Boscha, szerokie opony… W rzeczywistości okazują się jednak zupełnie inne.

Nie taki podjazd łatwy?

Teoretycznie elektryk powinien ułatwiać podjeżdżanie. W praktyce nie zawsze okazuje się to prawdą. Na ciasnych, krętych podjazdach, jak bielski Daglezjowy, elektryk jest trochę jak słoń w składzie porcelany. Wystarczy, że trochę za mocno naciśniesz na pedały, na przykład na wyjściu z zakrętu, a rower próbuje się wyrwać. Dla osób, które nie miały wcześniej do czynienia z elektrykami, nie wspominając o zupełnie początkujących rowerzystach, może to być zaskakujące. Opanowanie roweru wymaga wyczucia i może zająć trochę czasu.

Mimo to oba opisywane elektryki radziły sobie na Daglezjowym zaskakująco sprawnie. Czysto subiektywnie Moustache jest minimalnie zwrotniejszy i lepiej radzi sobie z ciasnymi zakrętami. Mondraker nie zawsze radzi sobie tak zgrabnie, wydaje się natomiast nadrabiać mocą. Być może to mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że wspomaganie w testowanym Craftym było nieco mocniejsze niż w Samedi.

Oba rowery oferują „inteligentny” tryb eMTB. Dobiera on automatycznie moc wspomagania do nachylenia terenu. Jego działanie czuć – zmiany wspomagania są wyraźne. Jednocześnie kilka razy zmuszony byłem do sięgnięcia do manetki i zmiany przełożenia na… wyższe. Wspomaganie okazywało się bowiem za mocne, zmuszając mnie do niepotrzebnego mielenia korbą. Mimo wszystko ten tryb sprawdza się całkiem sprawnie. Z kolei dwa skrajne nie mają większego sensu. Eco służy tylko oszczędzaniu baterii i może się sprawdzić w sumie tylko wtedy, gdy jedziesz na oparach a do domu zostało trochę kilometrów. Z kolei Turbo o baterię nie dba w ogóle, a przez większość użytkowników rowerów elektrycznych używany jest głównie do bezsensownego zap***nia. Chociaż jestem w stanie wyobrazić sobie stromizny wymagające jego użycia, to jednak w większości sytuacji na szlaku używanie go będzie przerostem formy nad treścią.

Różne charaktery

Pierwsze metry zjazdu na Samedi i od razu zaskoczenie. Rower świetnie klei się do podłoża! Do tego naprawdę fajnie skręca. Mniej wprawionemu riderowi pozwoli na czerpanie funu z jazdy, jednocześnie dając spore poczucie bezpieczeństwa. Jeśli go popędzić, pokazuje swoje drugie oblicze – potrafi być szybki. Spuszczony ze smyczy wykorzystuje też każdą nadarzającą się okazję, by udowodnić, że elektryki potrafią latać. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to hamulce. Podczas krótkiej jazdy testowej nie byłem w stanie ich odpowiednio wyczuć, a siłę hamowania określiłbym co najwyżej jako „wystarczającą”.

Mondraker w dół zna tylko jeden tryb – „dzida”. Tu nie ma kompromisów, od pierwszych metrów jest szybko. A nawet bardzo szybko. W bandach radzi sobie doskonale, a po wyjściu z zakrętu wystrzeliwuje z prędkością godną podziwu. Przyczepność jest podobna jak u francuskiego kolegi, hamulce działają wyraźnie lepiej. Mimo wszystko nie jest to jednak rower, który dałbym początkującemu kolarzowi.

Na trudnych, technicznych zjazdach mam z elektrykami jeden, zasadniczy problem – nie ufam im. Moustache i Mondraker niespecjalnie to zmieniły, ale również tu zaskoczyły mnie pozytywnie. Wystarczy uwierzyć, że nie chcą Cię zabić i okazują się całkiem sprawnymi maszynami enduro. Który radzi sobie lepiej? Jazdy zapoznawcze były zbyt krótkie, by wydać ostateczny wyrok. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że zawieszenie Mondrakera nieco lepiej radzi sobie z przeszkodami, ale kolejny przejazd np. Cygana mógłby zweryfikować ten pogląd. Powiedzmy więc dyplomatycznie, że oba sobie radzą – trzeba tylko im zaufać.

Którego wybrać?

Muszę przyznać, że oba mnie pozytywnie zaskoczyły. Celują jednak w innych odbiorców. Moustache jest bardziej uniwersalny. Jeżeli szukasz roweru, na którym w tygodniu możesz się pobawić na lokalnych trailach, a w niedzielę przekazać żonie i jechać na wspólną wycieczkę, będzie zdecydowanie lepszym wyborem. Z kolei Mondraker to bezkompromisowa maszyna, stworzona w sumie tylko do jednego – szybkiej jazdy. Zarówno w górę, jak i w dół.


Jak wspomniałem w filmie, oba rowery można przetestować w Lulagoga Bike Corner w Bielsku-Białej. Jednocześnie wielkie dzięki dla Lulagogi za możliwość sprawdzenia obu maszyn!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *