Miejscówki: Singletrails Lechnica

Fantastyczne widoki. To pierwsze, co przychodzi do głowy, gdy myślimy o singlach w słowackiej części Pienin. Nie oznacza to jednak, że Singletrails Lechnica nie ma do zaoferowania nic więcej.

Lokalizacja

Single znajdują się około 10 kilometrów od przejścia granicznego Sromowce Wyżne, we wsi, a jakże, Lechnica. Samochód można zostawić na parkingu przy charakterystycznym, zielonym domu. Postój kosztuje 2 euro, w zamian dostajemy jeszcze wlepkę.

Na parkingu znajduje się też tablica informacyjna z mapą oraz… godzinami otwarcia. Okazuje się bowiem, że trasy są zamknięte w okresie zimowym, na przełomie maja i czerwca oraz września i października, a w pozostałych terminach… otwarte w określonych godzinach! 

Miło, że na tablicy znalazło się miejsce na opis w języku polskim. Z parkingu do miejsca, w którym zaczynają się obie trasy trzeba się niestety dostać na rowerze. Podjazd szeroką, zniszczoną polną drogą pewnie nie byłby specjalnie uciążliwy, gdyby nie palące słońce. Na szczęście same ścieżki pozwalają na odrobinę wytchnienia. Ale o tym za chwilę.

Infrastruktura

W sumie ten akapit mógłby się składać z jednego słowa – brak. Poza wspomnianym parkingiem nie ma tu nic. Przed przyjazdem warto odpowiednio się zaopatrzyć. We wsi mijaliśmy wprawdzie kilka sklepów, ale w niedzielę wszystkie były zamknięte (nie wiem, czy na Słowacji też mają taki kretyński system jak u nas, nie wnikałem). W sumie do tutejszego klimatu świetnie pasowałby biwak z kiełbasą z ogniska i hamakiem. My poszliśmy jednak na łatwiznę i w celu uzupełnienia paliwa zjechaliśmy asfaltową drogą do sąsiedniej wsi o uroczej nazwie Czerwony Klasztor. Smażony ser i Kozel (albo jak kto woli Kofola) w miejscowym barze dają energię na kolejny podjazd.

Niestety braki dotyczą również oznakowania ścieżek. Na Špicy kilka razy mocno się zastanawialiśmy, którędy prowadzi właściwa trasa. W dodatku ścieżka kończy się na skrzyżowaniu kilku polnych dróg. Żeby wrócić na parking, trzeba się przebić przez łąki, bez wyraźnie zaznaczonej ścieżki. Problem w tym, że jedzie się „na czuja”, nie ma bowiem ani jednej tabliczki, która wskazywałaby właściwy kierunek. 

Ścieżki

Póki co ścieżki są dwie. Dość podobne w charakterze i – nie oszukujmy się – łatwe. Powstaje trzecia, podobno trudniejsza, typowe „enduro”. I bardzo dobrze, bo właśnie czegoś takiego w Lechnicy brakuje.

Griftof

Na Facebooku ktoś napisał, że to coś pomiędzy Twisterem a Dziką w Kasinie. Cóż, Kasiny nie znam, ale z Twisterem to on nie ma za wiele wspólnego… 

Podjazd można określić jednym słowem – przyjemny. Faktycznie jest wąski i kręty, w dodatku urozmaicony kilkoma mostkami. A do tego gładki i niezbyt stromy. Poprowadzony w 100% w lesie, co pozwala odetchnąć od upału. Podjazd jest stosunkowo długi, ale wysokość zdobywa się bez większego wysiłku. W pewnym momencie zaczął mi się nużyć, ale szybko okazało się, że do końca już niedaleko.

Zjazd podzielić można na trzy etapy. Pierwszy prowadzi przez las. Również tu jest gładko i wąsko – od czasu do czasu trafi się jakiś korzeń, jest też kilka ostrzejszych i bardziej stromych band. Bardzo miły fragment, pozwalający złapać flow. W środkowej części trzeba jednak trochę pokręcić – robi się nieco bardziej płasko, a momentami wręcz pod górę. Trud wynagradzają jednak widoki, cieszące oczy za każdym razem, gdy wyjeżdża się na otwartą przestrzeń.

Te widoki to jednak dopiero preludium. Las bowiem w pewnym momencie kończy się zupełnie. Niewiele szersza od opony linia ścieżki lawiruje między polami i pastwiskami, a krajobraz powoduje, że nie wiadomo, gdzie patrzeć. Na szczęście ta część to czysty zjazd, więc nie przeszkadza nam nawet, że znów jesteśmy na otwartej przestrzeni w prażącym słońcu. Ścieżka kończy się we wsi, na parking i początek singli trzeba się wydrapać asfaltem.

Špica

Początek obiecuje zjazd, ale to ściema – również na drugiej trasie czeka nas podjazd w lesie. Nie jest jednak tak kręty i długi, jak ten na Griftofie. Dość szybko zaczyna się część zjazdowa, która po chwili wyprowadza nas z lasu na otwartą przestrzeń. Trasa wydaje się nieco bardziej kręta od Griftofu, nie jest też aż tak gładka. Mimo to trudno uznać ją za wymagającą.

Podobnie jak na Griftofie, również tu w środkowej sekcji trzeba trochę podjechać. Kręta ścieżka trawersuje niewielkie, skaliste wzniesienie (to pewnie ta Špica, od której trasa wzięła nazwę). Zjazd po drugiej stronie jest chyba najtrudniejszym (co nie znaczy „trudnym”) fragmentem obu tras. W dolnej części Špicy twórcy postarali się również o urozmaicenia w postaci niewielkich dropów i stolików. Aż się prosi o jakiś wallride, na którym wszyscy będą sobie strzelali fotki z zabójczymi widokami w tle!


Podsumowanie

Jeżeli wyznacznikiem dobrej rowerowej miejscówki jest dla Was centrum z rowerowym szpejem w zawyżonych cenach i bar z piwem, burgerami czy pizzą, to nie będzie dobry wybór. Nie bardzo będzie się też komu pochwalić nowymi ciuchami za pół wypłaty, których kolor idealnie współgra z gripami w Waszym rowerze. Singletrails Lechnica to doskonałe miejsce, by się wyciszyć i odpocząć od miejscówek obleganych przez tłumy. Spędziliśmy tam niemal całą, bardzo ciepłą niedzielę i napotkanych rowerzystów możemy policzyć na palcach jednej ręki! Bez wątpienia jest w tej miejscówce sporo uroku. Jak na legalne trasy trochę tu… dziko.  I to właśnie nas w Lechnicy urzekło! A wspominaliśmy już o fantastycznych widokach? Charakter tras określiłbym jako turystyczny. Nie ma tu większych trudności ani niczym niezmąconego, czystego flow. Pojawienie się trzeciej trasy na pewno tę miejscówkę urozmaici i wpłynie na jej atrakcyjność. Mam jednak nadzieję, że nie zmieni jej wyjątkowego charakteru!

Inne miejscówki:

 

 

2 thoughts on “Miejscówki: Singletrails Lechnica”

  1. dzisiaj byliśmy sprawdzić tą miejscówkę, nasze odczucia:
    szuterek: jest spoko.. szczególnie w towarzystwie stada byków 😉 później podjazdy na obie traski przygotowane wzorowo.
    oznaczenia: nie wiem jakim nieogarem trzeba być żeby się zgubić, żeby nie widzieć albo nie wyczuć gdzie trzeba jechać.. przypuszczam że dołożyli tabliczek od Waszego wypadu bo na każdym ‚skrzyżowaniu’ takowe są.
    traski: bardzo przyjemne, nie za łatwo (na mokro) nie za trudno.. można osiągać całkiem fajne prędkości i przelatywać wszystko co usypali..
    widoczki: wspaniałe. to jest właśnie to po co ja jeżdżę na rower w Pieniny.

    ta miejscówka jest idealnym uzupełnieniem dnia po jakimś dobrym tripie w okolicy. można pojechać na luzie i poleżeć na trawce podziwiając zachód słońca na jednej z polan.
    i jako taką właśnie opcję tą miejscówkę polecam.

    1. Dzięki za opinię – widać, że miejscówka wzbudza u wszystkich podobne odczucia. W towarzystwie stada byków to pewnie w rekordowym tempie 😉 Co do oznaczeń to możliwe, że coś się zmieniło, jeżeli tak to wielki plus dla osób odpowiedzialnych za miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *