3Day BikeCamp by Jedziemy Swoje

Wysłaliśmy szpiega na trzydniowy obóz szkoleniowy Jedziemy Swoje – czas na relację.

fot.: Jedziemy Swoje

Decyzję o wyjeździe na trzydniowy obóz organizowany przez Sonię Skrzypnik i Jedziemy Swoje w Bike Park Stożek Wisła podjęłam w zasadzie w ostatniej chwili. Obawiałam się wprawdzie, że z moimi umiejętnościami, a raczej ich brakiem, będę odstawać od reszty uczestników, ale przecież miał to być obóz szkoleniowy.

fot.: Jedziemy Swoje

Piątek

Gościniec Zjazdowy, nasza baza noclegowa, usytuowany jest kilkaset metrów od wyciągu na Stożek… czyli na końcu świata. Dotarcie tam wymaga wysoko zawieszonego samochodu, bo ostatnie kilometry to mocno zużyta droga szutrowa. Na miejscu witają nas Sonia i Jacek Cienciała – trenerzy oraz Paweł z Horizon Bikes. Po szybkim zakwaterowaniu zaczynamy od pieszego zapoznania się z trasami Bike Parku Stożek, na których będziemy szkolić się następnego dnia. Nie obchodzimy oczywiście wszystkiego, a ja, patrząc na poziom trudności niektórych tras, chwilami zastanawiam się co tam właściwie robię. Wracamy do Gościńca na kolację, po której zaczynamy panel sprzętowy. Sonia tłumaczy nam jak dostosować rower do naszych potrzeb, sprawdzić i przygotować go do jazdy. Po dawce wiedzy teoretycznej przychodzi czas na wieczorek zapoznawczo-integracyjny.

fot.: Jedziemy Swoje

Sobota

Wstajemy rano i zaczynamy od krótkiej przebieżki nad Potok Łabajów i  z powrotem. Potem szybki trening na piłkach, śniadanie, ostatnie sprawdzenie i ustawienie rowerów i możemy ruszać. Na Stożek wyjeżdżamy oczywiście kolejką, tam dzielimy się na dwie grupy – zaawansowaną, którą przejmuje Jacek i mniej zaawansowaną, do której trafiam ja i trzy pozostałe dziewczyny, a którą zajmuje się Sonia. Dodam jeszcze, że łącznie jest nas sześcioro. Podczas gdy Jacek od razu zabiera swoją ekipę na jedną z tras zjazdowych, Sonia kieruje się z nami na szutrową drogę, po to by sprawdzić naszą pozycję na rowerach. Krótka przejażdżka z i za każdą z nas, kilka cennych uwag i wjeżdżamy na dolny odcinek B-Line’a, gdzie ćwiczymy wejścia w bandy. Zjazd i kolejny wjazd na górę. Tym razem ćwiczymy pompowanie. Kolejny wjazd i krótka przerwa na pierogi w Schronisku na Stożku, po której Natalia, której umiejętności znacznie przewyższają nasze, opuszcza naszą grupę i dołącza do Jacka. Zjeżdżamy A-Linem. Niestety zaczyna padać i robi się ślisko, ale nie poddajemy się i “jedziemy swoje”, ćwicząc kolejne umiejętności na trudniejszych fragmentach trasy pod czujnym okiem Pani Trener. Deszcz jednak coraz bardziej daje nam się we znaki, więc kolektywnie nasza grupa postanawia odpuścić sobie kolejny wjazd i wrócić do Gościńca. To jednak nie koniec treningu. Na parkingu Sonia uczy nas jeszcze robienia bunny hopów. Wieczorem, po wybornej kolacji, siadamy wspólnie i analizujemy materiał zdjęciowy i filmowy z naszego treningu.

fot.: Jedziemy Swoje

Niedziela

Padający dzień wcześniej deszcz zmienił się w regularną ulewę, więc rezygnujemy z porannych ćwiczeń na świeżym powietrzu, a planowany na 10:00 wyjazd na Stożek przesuwamy na 11:00 – wg niektórych prognoz ma wtedy przestać padać. Niestety nie przestaje, ale trening musi zostać odbyty bez względu na warunki. Ruszamy więc do kolejki. Na szczycie szybka rozgrzewka i ruszamy w dół. Jacek znika ze swoją grupą na jednej z bardziej zaawansowanych tras, a my z Sonią ruszamy na B-Line’a. Jest mokro, błotniście i ślisko, ale pod czujnym okiem Pani Trener żadna mulda, ani banda nie są nam straszne. W połowie zjazdu Sonia decyduje, że jedziemy na całkiem nową trasę gdzieś w lesie. Świeża, nieutwardzona i podmokła ściółka to świetne pole do ćwiczenia driftów, planowania linii i przejeżdżania wystających tu i ówdzie śliskich korzeni. Po niezliczonej ilości gleb dochodzę do wniosku, że nie zostałam stworzona do driftowania. Kolejnym punktem na liście szkolenia Pani Trener jest skakanie. Znajdujemy odpowiednią hopę i po kilku skokach instruktażowych wykonanych przez Sonię zaczynamy skakać. Przy pierwszych próbach moje koła odrywają się od ziemi zaledwie na kilka centymetrów, ale przy ostatniej zaliczam lot życia, zakończony niestety dość bolesnym lądowaniem. Szkolny błąd – skręcenie kierownicy tuż przed lądowaniem i całym ciałem sprawdzam stan nawierzchni za hopą – jest ślisko i miękko, na szczęście. Chwilę później dołączają do nas Jacek i reszta ekipy. Zjeżdżamy pod wyciąg umyć rowery i wracamy do Gościńca.

fot.: Jedziemy Swoje

Podsumowanie

Pomimo moich początkowych obaw okazało się, że warto było pojechać na szkolenie z Jedziemy Swoje. Sonia okazała się świetną i niezwykle cierpliwą nauczycielką, a poza tym potrafiła stworzyć fantastyczną atmosferę na szkoleniu, choć to w dużej mierze także zasługa pozostałych uczestników.

Basia

Zobacz też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *